1/06/2011

Kontynuacja pierwszego rozdziału

Koła samochodu zatrzymały się. Otworzyłam drzwiczki i postawiłam stopy na szkolnym trawniku. Dochodziła dziewiąta. Rzuciłam się biegiem do głównego wejścia i pchnąwszy szklane drzwi weszłam do środka. Od razu rozpoznałam znany hol i wszędzie wiszące plakaty naszej szkolnej drużyny koszykówki. Skierowałam swoje kroki do sali gimnastycznej skąd wydobywał się już głos naszego dyrektora. Naciskałam już klamkę, gdy za mną rozległ się głos:
-Lisa! Jak miło cię widzieć!
Odwróciłam się i jęknęłam rozczarowana, gdyż widziana osoba nie była bynajmniej człowiekiem, którego chciałabym widzieć.
-Connor! – krzyknęłam ze sztucznym uśmiechem – Ciebie też.
- Wyglądasz pięknie, jak zwykle z resztą.
-Dziękuję.
- Pozwól, że otworzę – i sięgnął klamki. Drzwi otworzyły się na oścież. Gdy weszłam do środka rozległo się parę szeptów, chichotów i nawoływań. Dyrektor przerwał na chwilę swój wywód i spojrzał na mnie.
-Królewna, tam z tyłu! Mogłabyś usiąść? I następnym razem masz mi się nie spóźnić – z paru miejsc dobiegł mnie śmiech. Rozglądając się dostrzegłam Victorię i Mike’ a  przedzierających się przez tłum dzieciaków by dotrzeć do trzech ostatnich wolnych miejsc obok Chrisa i Debby.  Podążyłam w ich stronę. Victoria zauważyła mnie i zamachała żwawo. Przepchałam się przez paru trzecioklasistów, którzy bez większych problemów mi ustępowali. Zdawało mi się, że jeden nawet mnie dotknął… Usiadłam na krześle w chwili, gdy dyrektor zmienił temat i zaczął przedstawiać nowych uczniów.
-Hej Lizz? Jak wakacje? – zagadnęła mnie Vicky stukając delikatnie moje ramię.
- Jak co roku, odwiedziłam babcię w Connecticut. Potem zahaczyliśmy o domek Louisa na Karaibach. Nic ciekawego.
- I nie tęskniłaś na nami? – Chris uśmiechnął się, przeczesując ręką swoje kasztanowe włosy.
-Strasznie. Nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że was widzę. Tak w ogóle to w tym Connecticut…
-Cicho! – uciszyła nas Debby – Przedstawiają nowych uczniów w naszej klasie!
Wsłuchałam się uważnie w głos dyrektora, przy okazji rozglądając się po zebranych.
- Powitajmy nowych uczniów z klasy 2b! Philip Brail… - z piątego rzędu krzeseł podniósł się chudy i pryszczaty brunet. Poprawił swoje okrągłe okulary i ukłonił się, po czym siadł.
- …Tom Desy…- z ławki najbliższej mównicy dyrektora wstał blondyn, uśmiechnął się, wniósł ręce w górę i pomachał do wszystkich uczniów w sali. Zanim wrócił na miejsce, rozejrzał się po sali, wyraźnie szukając czegoś. Pokrążył oczami jeszcze trochę, po czym… jego wzrok padł na mnie. Znów wyszczerzył zęby i mrugnął porozumiewawczo.
-Pozer Desy. – szepnęła Victoria, naśladując akcent dyrektora i obie zachichotałyśmy
-…i Dakota Jensey.
Rozejrzeliśmy się po sali. Nikt nie powstał. Nikt się nie odezwał ani nie poruszył. Dyrektor odchrząknął.
- Dakota Jensey, proszę.
Na samym końcu sali, ktoś siedzący na podłodze w rogu otrząsnął się. Po chwili wstał otrzepując się z kurzu. Była to dziewczyna o kruczoczarnych włosach. Nie robiła nic, tylko stała. Nie podniosła głowy, jej twarz zasłaniała kurtyna czarnych włosów.
-Dakoto, zechciałabyś pokazać swoje oczy? – zwrócił się do dziewczyny dyrektor.
Dziewczyna powoli wyprostowała głowę i zaszczyciła dyrektora spojrzeniem. Zebranym zaparł dech w piersiach. Ja też nie mogłam się zdobyć na reakcję. Owa Dakota miała wielkie, czysto niebieskie oczy. Takie same Debby rysowała w swoich rysunkach albo ja widziałam w japońskich bajkach. Usta miała podkreślone krwistoczerwoną szminką, co mocno kontrastowało z białością jej skóry. Niestety, cały ten obraz szpeciła głęboka blizna w kształcie X na jej policzku. podobne blizny znajdowały się na jej dłoniach. Pomimo tego w jej postaci było coś pięknego i jednocześnie przerażającego. Nikt, nawet dyrektor nie powiedział ani słowa. Nikt oprócz Toma, który bezczelnie wstał, puścił oko do Dakoty jak wcześniej do mnie i mało tego, zagwizdał z podziwem. Dziewczyna podniosła swoje błękitne oczy i popatrzyła na Toma tak mrożącym spojrzeniem, że chłopak umilkł i nie odezwał się już więcej. Mało tego - nawet mnie od jej wzroku przeszedł dreszcz. Zlustrowałam całą posturę Dakoty. Chodziła zgarbiona. Miała na sobie długą, obcisłą, czarną spódnicę i bluzkę złożoną z wielu warstw. Do tego na nogach nosiła czarne martensy. Włosy były niechlujnie ułożone, a pomimo tego idealnie proste i nie zniszczone przez prostownicę, nadal lśniące. Po chwili dyrektor odzyskał mowę i kontynuował przedstawianie uczniów.
-Psst! – syknęła Debby i pochyliła się ku nam – Widzieliście, jak spojrzała na tego chłopaka?
-I co z tego? – odparowała Victoria – Należało mu się! Wcześniej idiota przystawiał się do Lizz.
-Myślę, że przesadzasz Vicky. – Chris spojrzał na nią karcąco
-Wcale nie. Przecież nic mu nie zrobiła, tylko spojrzała na niego!
-No to spójrz. – wskazał głową na Toma.
Spojrzeliśmy równocześnie na chłopaka. Tak, to na pewno nie był ten sam Tom, co na początku apelu. Siedział zgarbiony i wpatrywał się w podłogę martwym wzrokiem. Nie reagował na szturchanie kolegi, siedzącego obok niego.
-A temu co? – wypaliłam
- Jajco!
-Hmmm… Może jeszcze nigdy nie dostał kosza, w co szczerze wątpię…
-Hej! Nie żartujcie sobie! Z tą dziewczyną jest coś nie tak! – Debby wydawała się być przestraszona – Widzieliście jej bliznę?
-Może miała wypadek? – zasugerowałam – Nie wpadaj w panikę. Po prostu taka jest i ma taki styl bycia.
                                   Do końca apelu nie odezwaliśmy się więcej. Każdy pogrążony był w swoich myślach. Co jakiś czas zerkałam na Toma. Siedział cały czas tak jak wcześniej. Jego kolega był wyraźnie zdenerwowany. Dyrektor wygłosił jeszcze parę słów na temat organizacji roku szkolnego, po czym pożegnał uczniów i zszedł z mównicy. Dzieciaki zaczęły pchać się grupą do drzwi. Jedynie Dakota pozostała w swoim kącie. Co jakiś czas rozglądała się, czy wszyscy już sobie poszli. Gdy w końcu tłum pozwolił mi przejść przez drzwi sali, jakaś kobieta poprosiła ją, żeby wyszła. Nie odniosło to skutku, ale owa kobieta dała spokój i odeszła powolnym krokiem. Stanęłam w holu, gdzie czekali na mnie Debby, Victoria i chłopaki.
-Mówiłam, że z tą dziewczyną jest wszystko w porządku. Patrzcie. – zwróciliśmy głowy w drugą stronę, gdzie Tom flirtował z trzecioklasistką najwyraźniej bezskutecznie. Po chwili zrozumiał, że nic z tego, z nonszalancją okręcił się i wszedł ze szkoły.
-Musimy iść – rzuciła Debby na odchodne i skinęła na Chrisa – Nasza mama czeka. Do zobaczenia.
Zabawne, pomimo faktu, że byli bliźniakami, wyglądali zupełnie różnie.
-Dobra, to ja też pójdę, za pięć minut bus mi odjeżdża. Cześć!
-Poczekaj, idę z tobą! – krzyknęła Wiktoria
- To pa! – pomachałam jej.
                        Zostałam sama w szkolnym holu. Wszyscy, nawet nauczyciele i dyrekcja rozjechali się do domu. Wokół mnie nie było nikogo ani niczego prócz ciszy. Nagle usłyszałam odgłos kroków. Ich głośność wzrastała z każdą sekundą. Postanowiłam schować się za kolumną, tak na wszelki wypadek. Drzwi otworzyły się od strony sali gimnastycznej. Od razu rozpoznałam czarne buty. Dakota rozejrzała się po holu. Po chwili wyjęła z kieszeni czarne pudełko. Otworzyła je i nerwowo zaczęła je przeszukiwać. Zamknęła, znów rozejrzała się, czy nikt jej nie obserwował. Wstała i trzymając pudełko pod pachą, wyszła ze szkoły.
Miłego czytania ;P

7 comments:

  1. Ah.. Pisz dalej .;))

    Nie umiem się doczekać .^^

    Sasha ;)

    ReplyDelete
  2. co będzie dalej?? nie mogę się doczekać ;P pisz dalej ;))

    ReplyDelete
  3. woooooow! wielkie brawa Ci się należą. gdyby ta książka była wydrukowana, to bym ją kupiła! Bo już czuję, że akcja książki jest tak samo interesująca co jej początek. naprawdę, mogę tylko ci bić brawo, dziewczyno. masz talent! i dlatego koniecznie muszę dodać do obserwowanych! pozdrawiam ; *
    ps. a najbardziej urzekło mnie w książce to, że nie jest to kopia "zmierzchu" lub opowiadanko o bogatej dziewczynce i jej perypetiach ; //
    ; *

    ReplyDelete
  4. Starałam się odbiec od tematyki "Zmierzchowej" i przedstawić historie z punktu widzenia zwykłej nastolatki, nie mówić taką bezbłędna i oficjalną mową...

    ReplyDelete
  5. Tylko NIE ZMIERZCH.
    Nie wiem, ale nigdy nie czytałam ZMIERZCHU i nie spieszy mi się do jego czytania. Tak samo jak do HARREGO POTTERA. Mam do tych książek jakiś niesmak, chociaż ich nie czytałam.. Są przereklamowane, a ja 'modnych' książek nienawidzę czytać! Krystyna Siesicka, Dorota Terakowska to sa prawdziwe pisarki. Bo co, że ktoś o jakimś tam wampirze napisze!? Ważne, żeby pisać o ŻYCIU.. <<>>
    Teraz Twoje opowiadanie..
    Musze przyznać, że mi się podoba. Na pewno jest wciągające. I sądzę, że ta Dakota może mieć związek z tą dziewczyną z prologu, albo być nią samą. I na razie to jest życiowe opowiadanie. Szkoła, przyjaciele. Jeśli nie wymyslisz jakiegoś wampira, albo elfa będę wdzięczna.
    Hm.. nie piszę, że nie lubię MAGII, ale z tymi wampirami to lekka przesada. W książkach 'moda na wampiry' obecnie o niczym innym się nie słyszy. :(
    W tej książce też jest trochę magii, ale ona jest o ŻYCIU. 'Książe Mgły' -> gorąco polecam..

    Pisz dalej. ;*

    ReplyDelete
  6. Jeżeli Dakota jest tym, kim się domyślam, to pisz szybko! Oczywiscie zagłosowałam, na ,,świetne" :P

    ReplyDelete
  7. Fajowe!!!!
    A co do Laaalaa : jeżeli nigdy nie czytałaś Zmierzchu to go nie oceniaj, bo skoro zdobyła jakąś sławę, to musi być dobra. Ja czytałam i byłam zachwycona.

    ReplyDelete