Rozdział II
Pytania bez odpowiedzi
Wiatr rozwiewa mi włosy. Biegnę przez las nie zważając ani na rozwiązane sznurówki trampek, ani na wszechobecny mrok i chłód. Co jakiś czas potykam się o wystające korzenie i upadam, czując pod sobą wilgoć porannej rosy. Nie obchodzi mnie to. Ilekroć upadam zawszę się podnoszę, bo wiem o tym, że do celu dojść muszę. Jest on coraz bliżej. Parę ptaków zniżyło swój lot zapowiadając deszcz. Nawet deszcz nie może mnie powstrzymać. Moje buty przemokły już całkiem. Zaczyna brakować mi sił, ale wierzę, że mi się uda. I udało. Dotarłam do granicy świata, gdzieś, gdzie zlewają się dwa wymiary. Jedyne co stało na mojej drodze, był to ścięty pień drzewa. Wystarczyło go przeskoczyć i wygrałam. Dotknęłam kory i już chciałam się podciągnąć aby zwyciężyć, lecz w otworze pnia zauważyłam przedmiot. Zgubiła mnie ludzka ciekawość. Byłam tak blisko tryumfu. Wyciągnęłam stamtąd czarne pudełko. W chwili gdy wyjęłam je z miejsca którym się znajdowało, drogę zastąpiła mi osoba, którą dobrze znałam. Dakota.
- Wracaj stamtąd skąd przyszłaś i pod żadnym warunkiem nie otwieraj pudełka! Oddaj mi je…
- A co jeśli nie?
-Daj mi je! – schłodziła mnie spojrzeniem, którego wcześniej używała lecz tym razem nic nie zdziałało. Nęciła mnie zawartość pudełka. Delikatnie uniosłam wieko.
- To tylko kawałek drewna.
- Nie wiesz co w nim jest!
- Co z tego? – pogłaskałam pudło po krawędzi
- Nie rób tego! – wyciągnęła to mnie zabliźnioną rękę. Tym bardziej ciągnęło mnie to w kierunku otworzenia drewnianego pudełka. Zechciałam rozwiązać jego tajemnicę. Szybkim ruchem zdjęłam pokrywkę. Nagle poczułam palący ból w ręce, która nadal kurczowo trzymała pudełko. Z piekielnym wrzaskiem upuściłam je, a ze środka, niczym z puszki Pandory, wyszły największe okropieństwa i nieszczęścia. Dakota zniknęła. Świat wydawał się być nieodwołalnie zatruty, a z przeklętego pudła wychodziły coraz to nowe potwory i choroby. Las począł płonąć i odciął mi ostateczną drogę odwrotu. Brakło mi powietrza. Czułam, że tracę ostatki sił, które mi zostały i zamiast się unosić, spadam coraz niżej. Rzuciłam mgliste spojrzenie na źródło tego wszystkiego. Zobaczyłam, że w środku coś się rusza, lecz w przeciwieństwie do mitów nie była to bynajmniej nadzieja. Wylazło z niego stworzenie, o nieokreślonym gatunku. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Nachyliło się nade mną, chciwszy najprawdopodobniej mnie dobić. Przyjrzałam mu się. Miał czerwony znak na piersi. Kier.
Obudziłam się wrzeszcząc jak opętana i przerażona swoimi myślami. Jakbym zapomniała jaki wniosek wysnuliśmy wczoraj… Spojrzałam na zegarek. Była szósta rano i pomimo tego, że czas, moja ilość energii i zapał do szkolnej pracy mi na to pozwalał, nie położyłam się. Postanowiłam zejść na dół i posiedzieć trochę w internecie zanim zadzwoni budzik. Podparłam się rękoma, aby wstać, lecz moja prawa ręka nie funkcjonowała zbyt dobrze. Delikatnie ją podniosłam. Cholernie zabolało. Nie przypominam sobie abym się gdzieś uderzyła albo sytuacji kiedy mogłabym ją skręcić czy złamać. Możliwe, że uderzyłam się w czasie snu. Łapiąc lewą ręką prawy nadgarstek dźwignęłam się z łóżka używając tylko mięśni brzucha. Zeszłam powoli po schodach, unikając sytuacji w których musiałabym używać rąk. Zwaliłam się na kanapę delikatnie układając prawą rękę w dogodnej pozycji. Z komputera nici, a więc sięgnęłam lewą ręką po pilot od telewizora. Przeleciałam po kanałach i nie znalazłszy niczego interesującego zostawiłam na byle jakim kanale. Odwróciłam wzrok od telewizora i pogrążyłam się w myślach. Wróciłam do dzisiejszego snu Jak widać moja wyobraźnia wyszła ostro poza granicę zdrowego rozsądku. Może spowodował go ten niepokój spowodowany postawą tej nowej? Pomyślałam, że może rzeczywiście z tą dziewczyną jest coś nie w porządku, ale szybko odrzuciłam te przypuszczenia. Spokojną ciszę zmącił odgłos stąpania po schodach. Początkowo przestraszyłam się, mając przed oczami swój koszmar, ale wszystko powróciło do normalności, gdy zza ściany wyszła Miriam trzymając w ręce pluszowego królika i przecierając zapłakane oczy.
- Co się stało, siostrzyczko?
Miriam chlipnęła, przetarła nos i oczy, po czym wydukała:
-Miałam… zły… sen.
Spojrzałam na nią. Tak, doskonale wiedziałam co czuła. Chciałam wstać i przytulić ją, ale prawa ręka dała mi się we znaki. Położyłam się więc z powrotem i powiedziałam zrezygnowana:
- Choć, coś ci opowiem – Miriam podeszła i przycupnęła na kanapie. Auć! Siadając zmieniła położenie mojej ręki, co poskutkowało mocnym bólem w okolicy nadgarstka. Syknęłam i ująwszy lewą ręką swoją prawą delikatnie ją przesunęłam. Moja siostra wpatrywała się we mnie zaniepokojonymi oczyma. Aby ją uspokoić zaczęłam opowiadać jej różne, zabawne historie, które znałam z bajek lub własnych przeżyć. Nawet nie zauważyłyśmy jak szybko zleciał czas. Potem powtarzała się codzienna poranna robota. Z wyjątkiem zabandażowania mojej prawej ręki, która widać wcale nie miała zamiaru przestać boleć. Po szkole będziemy musieli pojechać do szpitala i zrobić prześwietlenie ręki.
Wpadłam spóźniona do klasy, gdyż był korek przy wyjeździe z Beverly Hills. Zajęłam miejsce obok Victorii i pośpiesznie wyjęłam zeszyt. Nauczycielka, pani Piercey dyktowała listę wycieczek i podręczników na nowy rok szkolny. Zorientowałam się, że nie wzięłam niczego do pisania. Przetrząsnęłam całą torbę, oklepując kieszenie i wysypując wszystko co w niej było. No cóż, nie pozostało mi nic innego, jak pożyczyć coś do pisania. Okręciłam się na krześle i rzuciłam do osoby siedzącej za mną:
-Hej, masz pożyczyć… - zaczęłam i nie skończyłam. Dziewczyna siedząca za mną utkwiła we mnie wściekły wzrok. Obie dłonie miała kurczowo zaciśnięte na brzegu ławki. Dakota zacisnęła usta w cienką linię. Trwałyśmy tak przez około pięć sekund. Już chciałam odwrócić się i pożyczyć od kogoś innego, lecz ku mojemu zaskoczeniu, Dakota schyliła się i wyciągnęła z torby wieczne pióro. Przyjęłam je z dosyć dziwnym wyrazem twarzy
-Dzięki… - powiedziałam i przyjrzałam się piórowi uważnie. Wydawało się być solidne. Zdjęłam skuwkę i pisałam, delikatnie muskając czarnym tuszem papier zeszytu. Z ciekawości, przeniosłam na chwile wzrok z kartki na klasę. Co dziwne, Tom Desy znów nie zachowywał się normalnie. Nie notował. Siedział skulony, zaciskając ręce w pięści. Odwróciłam wzrok, bo ten widok przypominał mi o bólu ręki. Drugą ręką rysowałam obrazki na okładce zeszytu. Były to głównie migawki z dzisiejszego snu. Narysowałam stworzenie, czarną rzeźbioną szkatułkę i twarz Dakoty przykrytą włosami.
Reszta lekcji zleciała powoli. Miałam wrażenie, jakby za mną był tydzień siedzenia w ławce. Większość swojej uwagi skupiałam na Dakocie. Zauważyłam, że parę chłopaków chciało się do niej przyłączyć, ale jak szybko do niej lgnęli tak szybko odchodzili ze spuszczoną głową. Widocznie miała coś w sobie, co przy bliższym poznaniu odrzucało albo za mocno dawała do zrozumienia, że ich trudy są daremne. Miałam wrażenie, że cały czas w ręku trzymała cienki przedmiot.
Na pewno wprowadzę jeszcze trochę poprawek i rozbuduje, ale na razie to tyle. Jutro zajmę się też poprawkami w rozdziale I, dlatego jak macie jakieś uwagi, to piszcie.
Miłego czytania :P
Zero polotu, nudny, drętwy styl, typowo szkolny, widać, że musisz się jeszcze wiele nauczyć.
ReplyDeletePrzykro mi.
:D
Tamten specjalnie się podpisał jako Anoinim, bo się boi xD Zazdrości ci bloga? No pewnie! :P
ReplyDeleteJa juz go dodałam do zakładek i postaram się odwiedzać go codziennie xD
Zapraszam cię też na mojego bloga:
zaczytana-lena.blog.onet.pl
Nie jest tak dobry jak twój, ale możesz zajrzeć :p
Wtedy możesz zostawiać mi w komentarzach wiadomosć, ze coś dodałaś, a ja napewno zajrzę! :D
Pozdrawiam! :>
taa, ten anonim chyba nie czytał innych opowiadać. właśnie masz fajny charakter "pisania" i jest to ciekawe. tylko proszę niech ci się to nie znudzi! w sensie, że zostawiszpo np. 12 rozdziałach .
ReplyDeletetaa mam uwagi. jedyną uwagą jest to... żebyś częściej dodawała posty z kolejnymi rozdziałami. prooszę ;*
pozdrawiam .
ten 'anonim' ma rację. zero akcji, bez ani jednego ciekawego zdarzenia. postać dakoty jest sztuczna i niedopracowana, zalatuje mi tu ringiem. język jest ciężki, widać starasz się pisać tak 'tajemniczo', ale coś ci nie wychodzi. nienaturalnie opisujesz życie na bewerly hills, weźcie się dzieci nauczcie pisać o miejscach, których nie znacie tylko z telewizji, bo opisujesz to, jakby to była warszawa. naucz się najpierw zdania pisać, a potem siadaj do kompa.
ReplyDeletehm, spoko i ciekawe ale dużo brakuje do ksiązki :)
ReplyDeleteA mi się tam bardzo podoba i chcę żebyś napisała jeszcze dużo rozdziałów :) ;)
ReplyDeleteMi się podoba !
ReplyDeletePisz dalej : ))
Tylko częściej ! ; D
No właśnie. Jest okey WSZYSTKO! ale...mogłabyś częściej dodawać notki. Bo ja tu wchodzę po 20razy dziennie i nic nie ma! ;(
ReplyDeleteNardzo podoba mi się to opowiadanie. Jest wciągające, zupełnie jak tamtego dnia, jak "Panna Nikt". Szkoda tylko, że bohaterzy nie są Polakami, że nie mają polskich imion, według mnie lepiej się czyta. Spodobało mi się to, że zmieniłaś czcionkę wtedy, gdy ona wybudziła się ze snu. Ładnie to wygląda, jest to uporządkowane.
ReplyDelete