7/19/2011

Po długiej przerwie rozdział VI! ;)

Rozdział VI
Krwawy pakt
Nie rozumiem, dlaczego to robię. Gdy tylko je ujrzałam, od razu postanowiłam je śledzić. Dakota i Maria żywo dyskutowały o czymś, śmiejąc się donośnie. Nie wsłuchiwałam się w ich słowa. Interesowało mnie tylko jedno – co ona robi z talią kart. Starałam się by moje buty nie stukały o chodnik. Ściszałam swój nerwowy oddech. Chciałam poruszać się najciszej jak mogłam.  Okręciłam głowę, sprawdzając czy przy przejściu przez jezdnię nie rozjedzie mnie samochód. Lecz w tym czasie Dakota z Marią zdążyły mnie zgubić.
-Cholera. – mruknęłam. Postanowiłam pokrążyć jeszcze uliczkami. Skoro poszły pieszo, znaczy że nie zaszły daleko. Ludzie otoczyli mnie tłumnie przy głównej ulicy. Towarzyszyły mi strach i podniecenie. Gwar miasta mnie przytłaczał. Skręciłam w Borney Road, licząc na wskazówkę.. Otoczył mnie rząd białych budynków, które okalały różnorodne rośliny, od rozrastających się bluszczy po majestatyczne buki.
-Ładnie tu – mruknęłam sama do siebie. Wtem usłyszałam odgłos kroków. Odwróciłam nieznacznie głowę patrząc w tył, z cichą nadzieją, że zobaczę tam to, za czym podążam. Lecz idący za mną mężczyzna spojrzał na mnie jak na idiotkę i tylko przeszedł obok szybkim krokiem.
Mój wzrok przykuł obskurny dom w cieniu drzew na końcu drogi. Sprawiał wrażenie mającego się zaraz rozlecieć, szyby były popękane, a szara farba odchodziła dużymi płatami z drewnianych des, z których go wykonano. Budynek mocno kontrastował z otaczającymi go białymi rezydencjami w nowoczesnym stylu. Przed jedną z nich, na ławce siedziała kobieta w podeszłym wieku. Wyglądała na uprzejmą. Myślę, że zna swoje sąsiedztwo.
- Przepraszam panią, mogę zająć chwileczkę?
-Proszę bardzo, drogie dziecko. – staruszka uśmiechnęła się.
- Chciałabym wiedzieć… Kto taki mieszka w tamtym domu?
Uśmiech kobiety powoli zbladł. Zastąpiło go bezbrzeżne przerażenie. Jej oczy zaszły mgłą i wpatrywały się we mnie.
-Dziecko diabła. – wyszeptała, po czym wstała i wolnym ruchem podążyła do drzwi swego domu. Tak, to było to, czego szukam. Dom Dakoty – teraz byłam pewna. Podbiegłam do żelaznego ogrodzenia i zaczęłam skradać się do bramy. Mój oddech był głośny. Zbyt głośny. Myślałam, że umrę, ponieważ tuż po chwili poczułam chłodny dotyk na swoim ramieniu.
- Co tu robisz?
Drżąc obróciłam się do tyłu. Maria. Nie wiedzieć czemu, była sama. Wyglądała potwornie. Nagle stała się wychudzona. Chorobliwie blada.
-Ja…
- Idź stąd.
-Słucham?
-Idź stąd, jeśli chcesz żyć.
-Nie rozumiem. Ty mi grozisz? – spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Nie grożę. Ostrzegam. – powiedziała cicho, jakby nie chciała, by ktoś inny ją usłyszał. Jej aktualnie wyłupiaste oczy rozejrzały się z przestrachem dookoła.
-Przed czym?
-Ciekawość nigdzie nie prowadzi. Odejdź.
- Ale dlaczego… - urwałam, nie wiedząc o co zapytać. W tym momencie Maria krzyknęła, złapała się za głowę, skuliła i osunęła się ode mnie.
-Co się…
-Idź, idź! Ona i tak mnie zabije! I tak mnie dostanie! Zrobi to, co chce! Nikt nie zatrzyma jej i jej… - przerwał jej  własny wrzask. Moje stopy zdawały się być zbyt ciężkie, by je podnieść, chociaż umysł wołał o ucieczkę. Mogłam tylko stać i patrzeć na to co się dzieje.
-Uciekaj! – to było ostatnie co powiedziała. Sekundę później na chodniku leżał tylko trup. Z oczu ciekły jej łzy. Lecz miały kolor czarny. Jak atrament. W tym momencie, coś we mnie drgnęło. Rzuciłam się do ucieczki. Nie spoglądałam na nic, zależało mi tylko na tym, aby znaleźć się jak najdalej od tego przeklętego miejsca. Jedyne na co zwróciłam uwagę, to współczujący wzrok starszej kobiety siedzącej na ławce. Jak ja spojrzę w twarz tej dziewczynie, kiedy wiem, że jest mordercą?

1 comment:

  1. Hej, nawet tak bardzo się nie spóźniłam! Z jednej strony rozdział dużo wnosi, a z drugiej nie ma w nim głębszej akcji. Może dlatego, że czytam w słoneczne popołudnie... Ciekawi mnie, czemu Dakota zabiła Marię. Dopiero co wesoło rozmawiały. Czekam na kolejną część i rozwinięcie!

    ReplyDelete