Ajjć, co te rozdziały takie krótkie mi wychodzą? Przeszkadza to wam, czy nie?
Rozdział VIII
Szok wbił mnie w krzesło. Pokój zaczął wirować, miałam wrażenie, że zemdleję.
- Słucham? – wydusiłam
- Przykro mi, ale takie są fakty. Znaleziono ciało Marii wczoraj rano na Borney Road.
- Jak można mnie tak bezpodstawnie oskarżać? To się stało przed domem Dakoty Jensey, ją powinniście przesłuchać!
- Jakim domem? - usłyszałam za sobą odgłos zamykanych drzwi. Kobieta w wysokich, śliwkowych szpilkach i kremowym płaszczu wkroczyła dumnie do pokoju. Dyrektor mruknął
-Witam, inspektor Sollar.
Kobieta skinęła tylko głową. Położyła skórzaną torebkę na biurku dyrektora i wpatrywała się we mnie wyczekująco. – Marię Chase znaleziono pół kilometra od najbliższego domostwa. Świadkami byli mieszkańcy jednego z nich, wracający właśnie do domu i po dokładnym przes…
- Jak to „pół kilometra od najbliższego domostwa”? To się stało pod wielką posesją! Ogromną drewnianą ruderą, nie sposób nie zauważyć!
Inspektor uśmiechnęła się tylko.
- Skąd wiesz, gdzie to się stało?
Spuściłam wzrok. Miała mnie. Teraz nikt mi nie uwierzy.
- Ja.. Widziałam to. Stałam.. niedaleko. Ale ja jestem świadkiem, nie mordercą!
- Skoro tak, czy potrafisz go wskazać? – przysunęła się bliżej, niszcząc mnie, patrząc prosto w oczy - Jeżeli naprawdę to widziałaś, to powiedz… Kto zabił Marię Chase?
Zasznurowałam usta i odwróciłam głowę. Mówiąc prawdę pogrążyłabym wszystkich. Nie, nie mogłam tego zrobić. Sollar westchnęła ciężko i odsunęła się ode mnie.
- No to po temacie. Wyprowadzić! – dwaj przysadziści mężczyźni podeszli do mnie i wyprowadzili z gabinetu, biorąc pod ramiona. Na zewnątrz czekała na mnie przykra niespodzianka. Wychudzona kobieta krzyczała w niebogłosy, próbując się wyrwać z ramion mężczyzny, najprawdopodobniej męża. Matka Marii. Jej zbłąkane oczy zatrzymały się na mnie. Przez chwilę przestała się miotać.
- Ty… - szepnęła – Ty… Ty, morderco! Jak mogłaś? Jak mogłaś jej to zrobić! Dlaczego odebrałaś mi to, co w życiu najcenniejsze?! Co ci zrobiła?! Czy ty w ogóle masz pojęcie, co narobiłaś?! Ty szmato! Potworze! Smaż się w piekle! Aaaaaaaaaaa! Jesteś dzieckiem diabła! Dlatego nie znasz ojca! Dziecko diabła!- kobieta szarpała się jak w opętańczym tańcu, powtarzając słowa staruszki. Czułam się podle, pomimo tego, że nie powinnam tak się czuć. Na zewnątrz budynku czekał na mnie radiowóz i… zapłakana mama z Louisem. Mama zauważyła jak mnie wynoszą, wręcz odepchnęła Louisa i podbiegła do mnie.
-Muszę wiedzieć tylko jedną rzecz – złapała mnie za kołnierz bluzki i przyciągnęła – Ty zabiłaś?
- Nie. – odpowiedziałam bez zastanowienia – Uwierz mi. – jeden z mięśniaków odsunął brutalnie moją matkę i wrzucił mnie do radiowozu. Zajęłam przeznaczone mi miejsce, zamknęłam oczy i czekałam na rozwój wydarzeń
Byłam popychadłem. Wszyscy nieustannie przesuwali mnie z miejsca na miejsce. Jakbym z chwilą podejrzenia o zbrodnię, przestawała być człowiekiem. Przed gmachem sądu dla nieletnich, zostałam zakuta w kajdany i zaprowadzona do celi. Położyłam się na łóżku. Piekielnie niewygodne. Przekręciłam się na bok. Nierówność materaca dawała się we znaki. Pomimo tego, poczułam się sennie…
- Wstań, Liso! – ktoś nieprzyjemnie trząsł moim ciałem za ramię. Otworzyłam zaspane oczy. Inspektor Sollar.
- Wybacz mi, panno Buckette. Źle cię oceniłam. Pomimo, że byłaś tu… Zostało popełnione kolejne morderstwo.
-Jak to? – wypaliłam przerażona
- Niestety. Sprawca zostawił te same obrażenia.
- Inspektor Sollar… Kto jest ofiarą? – wyszeptałam. Inspektor milczała. Złapałam ją za ramiona i potrząsnęłam, tak jak ona mną przed chwilą. – Kto jest ofiarą?! – powtórzyłam pytanie, tym razem głośniej.
- Zanim ci powiem – zaczęła – musisz wiedzieć, że ze względu na to co wynikło z rozmowy z psychologiem…
- Rozmawiałam z psychologiem?
- Tak. Byłaś pod wpływem specjalnego specyfiku, zmuszającego do mówienia prawdy, więc nie pamiętasz niczego.
- Prawdy? – zamarłam
- Tak, ale niestety, nie pytaliśmy cię o sprawcę, ponieważ stwierdzono u ciebie zaburzenia rzeczywistości. Zostaniesz skierowana do ośrodka psychiatrycznego. Nie stresuj się.
-Rozumiem – odpowiedziałam. Może to i dobrze?
- Dobrze, więc życzę miłego dnia – uśmiechnęła się smutno. Przypomniało mi się! Morderstwo!
-Ale pani Sollar! Kto jest ofiarą? Kogo zabił… morderca?
Kobieta wzięła głęboki oddech. Widać, że ciężko przechodzi jej to przez gardło.
- Na pewno chcesz wiedzieć? Po co masz się tym zadręczać?
- Tak! Proszę mi powiedzieć.
- To... Victoria Dalley. Przykro mi.
Marysiu ( Eziu) Powinnas zabic mame lisy a nie wike bo jej(mamie) powiedziala :DDD pozdrawiam :D - ewa
ReplyDeletekiedy będzie ciąg dalszy ?!! proszę o odp.!!!!!
ReplyDelete